Archiwum

Archiwum dla Grudzień, 2009

^_^

Mezczyzn mozna analizowac. Kobiety jedynie podziwiac. |+| LATWO JEST TRZASNAC DRZWIAMI ALE DUZO TRUDNIEJ WROCIC!!!!!!! |+| Kobieta moze uczynic milionerem tylko takiego mezczyzne, ktory jest juz miliarderem. |+| Twoje SMS-y

wizja – kolejna audiencja

Grudzień 30th, 2009
Komentarze są wyłączone

Będzie to kolejna z serii notek nudnych, ale znaczących, więc proszę o wyrozumiałość…

***

Wydawało jej się, że stoi w wielkiej sali, ubrana w ciemnoczerwoną suknię. Do skórzanego pasa miała przypiętą pustą pochwę od miecza. Z rozcięcia na czole ciekła jej krew i spływała po policzku i po szyi. Przed nią znajdowało się przykryte czerwonym suknem podwyższenie, na którym, na dwunastu krzesłach siedzieli aniołowie o śnieżnobiałych skrzydłach. Jeden z nich wstał, trzymając w ręku zwój pergaminu. Rozwinął go powoli i zaczął czytać, ale do Lilith nie docierał żaden dźwięk…

Ocknęła się, czując, że Kira układa palce w różne znaki przed jej twarzą. Wyglądała na przestraszoną.
-Co się stało?
-Nagle straciłaś świadomość, jakbyś wpadła w czarną dziurę… Zupełnie…
„…jak podczas wizji proroczych.” – usłyszała nagle Lilith.
-Ja rzeczywiście coś widziałam…
Kira uciszyła ją, ruchem dłoni nakazując milczenie i patrząc na nią badawczo.
„Słyszysz, co myślę?”
Lilith powoli skinęła głową. Wieszczka, cały czas patrząc na nią, z jakimś dziwnym wyrazem oczu, pomogła jej usiąść. Dziewczynie wydało się, że jest strasznie zmęczona, wic oparła się na rękach.
„Będę musiała porozmawiać z Sariem. W końcu wiedzieliśmy, że ujawnią się jej zdolności, ale nie aż tak szybo…”
Lilith zwiesiła głowę, bo wiedziała, że Kira mówi sama do siebie i zdecydowanie nie jest to przeznaczone dla niej.
-Sama już zaczynasz poznawać, jakim obciążeniem może być dar słyszenia myśli. Chociaż nie będę ukrywać, że ma on także zalety… Tyle, że jest ich nieporównanie mniej…
Pani Przepowiedni zapatrzyła się w lustro, jakby widziała w nim coś, czego Lilith nie może jeszcze zobaczyć. Po chwili jednak wróciła do czyszczenia jej skrzydeł.
„Wszystko robi się bardziej niebezpieczne, niż wydawało się, że będzie… Co dokładnie widziałaś?”
Dziewczyna przekazała jej obraz, który zobaczyła kilkanaście minut wcześniej. Wieszczka zachmurzyła się.
„Pozostaje mieć tylko nadzieję, że to nie była wizja prorocza… chociaż jeśli rzeczywiście…”
Urwała nagle i w ciszy skończyła czyścić pióra Lilith.
„Odpocznij trochę i zejdź później na śniadanie, dobrze?”
Wyszła po cichu, po drodze zatrzymując się tylko, żeby pogłaskać kotkę.

Na korytarzu Pani Przepowiedni spotkała anioła – służącego.
-Czy Pan tego domu już wrócił?
-Nie, szanowna Pani. Udał się, aby zdać Radzie Kosmosu sprawozdanie ze swej misji.
Kira skinęła głową i odprawiła służącego. Teraz już nie da się uniknąć kłopotów. Jeśli Sario nie powie teraz Radzie o Lilith, później może zostać oskarżony. Trzeba było o tym pomyśleć wcześniej, skarciła się w myślach. Jednak, z drugiej strony, Rada nie powinna się jeszcze dowiedzieć, że w Niebiosach znajduje się kolejne Dziecko Chaosu.
No właśnie. To musiała być ona. Czy gdyby była zwykłą dziewczyną, tak dobrze czułaby się w Niebiosach i niemal natychmiast opanowała sztukę czytania myśli? Z drugiej strony… Znowu tyle wątpliwości… Kira nie wiedziała, czego jeszcze można się spodziewać. Dziewczyna prawdopodobnie miała więcej ukrytych zdolności, może nawet zbyt wiele.
Nakazała sobie uspokoić myśli i stanęła przy oknie, wpatrując się w czyste niebo.

-Oto mój raport, Szanowna Rado. – powiedział Pan Ognia kładąc zwój na stole, przy którym siedzieli Radcy Kosmosu. Skłonił się przy tym nieznacznie i sztywno. Radcy po kolei przejrzeli raport i Namiestnik uniósł rękę, aby w zwyczajowy sposób zakończyć audiencję i odprawić Anioła Zagłady. Ten odwrócił się i już miał odejść, gdy jeden z Radców najwyraźniej sobie o czymś przypomniał. Wstał zza stołu i przemówił rozkazującym tonem, który zdecydowanie nie podobał się Aniołowi.
-Odpowiedz na jeszcze jedno pytanie, Niszczycielu.
Sario odwrócił się niechętnie, jednak zachował nieprzenikniony wyraz twarzy. Spodziewał się, o co zapyta Pan Pokoju.
“Sk***n” – pomyślał Sario, chociaż ani przez chwilę nie miał złudzeń, że Pan Pokoju nie zauważy pewnej luki w jego raporcie. Ale czyż to nie Anioł Zagłady właśnie twierdził, że zawsze warto spróbować?
-Czy zastosowałeś się do naszej decyzji?
Nadszedł czas wyboru.

Sario przez chwilę zastanawiał się, czy nie udawać, że nie wie, o jakiej sprawie mowa, jednak doskonale wiedział, że nikt by mu nie uwierzył.
Kira stwierdziła, że trzeba ukryć obecność Lilith w niebie, przynajmniej dopóki nie będzie mogła sama sobie poradzić. Z drugiej strony nie uśmiechało mu się potem odpowiadanie za krzywoprzysięstwo. Co było gorsze, sąd za zatajenie prawdy czy za złamanie rozkazu?
Całe te rozmyślania nie trwały dłużej niż sekundę**.
Rada patrzyła wyczekująco.
„Czy zastosowałeś się do naszej decyzji?”
Anioł uśmiechnął się drwiąco.
-Oczywiście… że nie.
Wyszedł, pozostawiając Radców z mętlikiem w głowach.

**Sekundę niebiańską, oczywiście. Podczas pisania zmuszona byłam stwierdzić, że w Niebiosach czas płynie inaczej niż w naszej rzeczywistości. Doby są dłuższe (nie mają stałej długości, więc mogą trwać nawet od kilku do kilkudziesięciu godzin, nie pytajcie, dlaczego), czas bardziej rozciągliwy… W ogóle to zagadnienie, gdybym je chciała dokładnie opisać, zajęłoby mi całą kolejną notkę, więc sobie daruję;P.

Inne

skrzydła

Grudzień 26th, 2009
Komentarze są wyłączone

dzisiaj notka będzie nudna, ale tak już bywa…

***

Tymczasem Anioł i Kira siedzieli w jego komnacie i rozmawiali.
-Więc znalazłeś ją, Sario.
Niszczyciel drgnął na dźwięk swojego imienia.
-Co zrobi z nią Rada? – zapytał, mimo, że sam potrafił doskonale odpowiedzieć sobie na to pytanie.
-Myślę, że Rada w ogóle nie powinna wiedzieć o Jej odnalezieniu. Oni naprawdę nie chcieliby, żeby w Niebiosach pojawiła się córka Pani Chaosu.
Anioł zaśmiał się złośliwie. Większość rozumnych istot umykała jak najdalej na ten dźwięk. Jednak Pani Przepowiedni czekała, żeby usłyszeć, co Anioł Zagłady ma zamiar powiedzieć.
-Uważają, że Dni Sądu będą dla nich wielkim zagrożeniem. A one nie nadejdą. Nie teraz.
-Skąd wiesz? Nawet ja, która znam wszelkie przepowiednie, nie wiem, kiedy nadejdą Dni Sądu!
-JA też nie wiem, kiedy nadejdą. Wiem tylko, ze jeszcze nie teraz.
-Co w takim razie robi w Niebiosach Lilith?
-To chyba twoja działka?
Kira zacisnęła usta i popatrzyła ze złością na Bogu ducha winną ścianę. Spróbowała przeniknąć ciemną zasłonę, utrudniającą jej zobaczenie losów Lilith. Po chwili westchnęła ze smutkiem.
-Ona może zmieniać swój los. Nie można go przewidzieć.
-Co w takim razie doradzasz? Ukryć ją przed Radą? Wiesz przecież, ze to niezbyt dobry pomysł.
Skinęła ponuro głową.
-Ukryć… Przynajmniej do czasu, kiedy nie nauczy się sama dawać sobie rady.
Sario spojrzał na sufit. Wymalowane na nim gwiazdy lekko przygasły. Robiło się naprawdę późno.
-Mam nadzieję, że nie trzeba będzie jej urywać przez wieczność.
-Nie bądź taki zgryźliwy, wygląda na dosyć zaradną. Podejrzewam, że usamodzielni się aż za szybko. Wiem przecież, o czym myślisz. Znowu się w coś wplątaliśmy. Ale tak już chyba musi być.
Anioł skinął głową. Widząc, ze nie zamierza już nic powiedzieć, Kira wstała.
-Chyba muszę już iść.
Zarzuciła na ramiona czarny szal, musnęła ustami policzek Anioła i wyszła, cicho zamykając za sobą drzwi.
„Znowu się w coś wplątaliśmy… Zgadzam się z Tobą, Kiro, chociaż w tym jednym. Ale jeśli nawet ty nie wiesz, w co, to skąd ja, którego jedynym zadaniem jest niszczenie bez skrupułów światów, mam to wiedzieć?”
Gwiazdy już prawie całkowicie zgasły, gdy Niszczyciel zasnął, godząc się z faktem, że przynajmniej na razie nie dowie się, dlaczego Lilith znalazła się w Niebiosach.

Lilith obudziła się z krzykiem bólu. Leżała zwinięta w kłębek, niezdolna się poruszyć. Ból był najsilniejszy przy łopatkach i przez kręgosłup promieniował na całe ciało. Poczuła, że po plecach spływa jej krew. Zacisnęła mocno zęby, żeby nie krzyczeć. Po jakimś czasie, którego nie umiała określić, ból zaczął słabnąć. Ostrożnie zsunęła się z łóżka i na kolanach przeszła do łazienki. Czuła, że na plecach ma strupy i na dodatek ledwo utrzymywała równowagę. Uklękła przed lustrem i uniosła głowę. Na chwilę zamknęła oczy, po czym znowu je otworzyła.
Miała skrzydła.
Nie tak wielkie jak skrzydła Anioła czy Kiry, ale w końcu była od nich o wiele niższa. Czarne pióra zlepiała krew.
Siedziała tak, kiedy usłyszała pukanie do drzwi komnaty.
-Kto tam? – zawołała. Jej głos zabrzmiał jakoś inaczej, niż go pamiętała. Drżał trochę, ale był donośniejszy i wyższy.
-To ja, Kira.
-Wejdź.
Usłyszała otwierane drzwi i po chwili Kira weszła do łazienki. Przez chwilę Lilith wydawało się, że przez jej twarz przemknął uśmiech. Jednak już po chwili z powrotem stała się całkowicie poważna.
-Pomogę ci.
Uklękła obok Lilith i napuściła do wanny zimnej wody (dla niezorientowanych: krew zmywa się zimną wodą). Potem nabierała jej trochę w dłoń i obmywała pióra z krwi. Lilith zauważyła, że Kira uważnie się im przygląda. Chciała ja o to zapytać, ale zanim otworzyła usta, wieszczka powiedziała:
-W Niebiosach będziesz potrzebować skrzydeł. Ale musisz przygotować się na to, że wszyscy będą zwracać na Ciebie uwagę. Nieczęsto spotyka się anioły o czarnych skrzydłach.
-Ale przecież…
-Sario jest Aniołem Zagłady. Poza tym większość aniołów uważa, że kolor skrzydeł odzwierciedla charakter. Biały to sprawiedliwość, czarny uznaje się za kolor mroku.
-A szary? – Lilith spojrzała na skrzydła Kiry, a ta zaśmiała się wesoło.
-Umiejętność przystosowania się do każdej sytuacji, ale także pewne niezdecydowanie. Kiedyś aniołowie o szarych skrzydłach byli zatrudniani jako szpiedzy.
Siedziały tak w ciszy, a Kira dalej czyściła skrzydła Lilith, która pogrążyła się w rozmyślaniach.
Przed oczami przesuwały jej się różne obrazy. Płonąca Ziemia, bezkresna przestrzeń międzygwiezdna, przerażające oczy Niszczyciela, dziwny wyraz twarzy Kiry, kiedy mówiła, że może słyszeć myśli innych, zlepione krwią skrzydła…
I wtedy to zobaczyła.

Czytaj więcej…

Inne

pewnie normalka

Grudzień 22nd, 2009
Komentarze są wyłączone

W niebiosach właśnie zachodziło słońce, kiedy wylądowali w ogrodzie rezydencji Niszczyciela. Jego kamerdyner, anioł, jednak niższy rangą, wyszedł przywitać swojego pana i zdrętwiał z osłupienia. Patrzył przez chwilę ze zdumieniem i przerażeniem na dziewczynę śpiąca spokojnie w ramionach Niszczyciela. Skłonił się niepewnie, wyraźnie nie do końca wiedząc, co powinien zrobić.
-Witaj Panie z powrotem w domu. Wielce Oświecona Pani Kira pytała o Pana, ale musiałem odpowiedzieć, że nie wiem, kiedy Pan wróci, gdyż ma wiele obowiązków do wypełnienia…
Anioł skinął głową, najwyraźniej zadowolony ze swego sługi.
-Czy czegoś jeszcze potrzebujesz, mój Panie?
-Przygotuj pokój dla tej dziewczyny. I podaj obiad.
Służący skłonił się nisko i zniknął w głębi domu. Tymczasem Niszczyciel udał się do salonu i ułożył dziewczynę z jej kotką na sofie. Sam poszedł się przebrać i wykąpać, jednocześnie myśląc, czego znowu mogła chcieć Wielce Oświecona, tfu, te tytuły, Kira?

***

Kiedy dziewczyna obudziła się, początkowo nie wiedziała, gdzie jest i jak się tu znalazła.
Leżała na sofie, kotka biegała za swoim ogonem, a obok stał stół, nakryty na trzy osoby. Na jasnym, delikatnym obrusie stało mnóstwo misek, miseczek, a pomiędzy talerzami waza ze smakowicie pachnącą zupą. Nagle poczuła, że jest strasznie głodna. Jednak wydawało jej się, że niegrzecznie by było samej usiąść przy stole. Przez kilka chwil przyglądała się pomieszczeniu, w którym leżała. Sufit podpierały kolumny, zdobione skomplikowanymi wzorami ze złota i srebra, odbijającymi się od czarnego marmuru, z którego zbudowane było całe domostwo.
„Tak wygląda niebo? Ciemne, nieprzyjemne… No i jeszcze jak zamieszkują je takie typki jak ten Anioł Zniszczenia…”
Powoli znowu pogrążała się w półśnie, ale uczucie zniechęcenia, które ostatnio jej nie opuszczało, znikło bezpowrotnie. Do pokoju wszedł anioł-kamerdyner.
-Wielce Szanowna Pani, pozwolisz, że zaprowadzę Ciebie do przeznaczonych dla niej pokoi i wybaczysz, iż są tak skromne i niegodne goszczenia Twej Dostojnej Osoby. Zastaniesz tam również przygotowaną kąpiel i szaty na zmianę. Gdy będziesz gotowa, wezwij kogoś ze służby, aby zaprowadził Ciebie na obiad, który zjesz z Panem Śmierci i Wielce Oświeconą Panią Kirą.
Lekko pogubiła się w kwiecistej mowie służącego. Zrozumiała jednak, że ma za nim iść.
Przechodzili przez mnóstwo korytarzy, zrobionych z czarnego marmuru, zdobionego w srebrne i złote wzory przedstawiające kwiaty, aniołów i różnego rodzaju bestie. Nigdzie nie widziała żadnych lamp, świec ani pochodni, ale światło zdawało się emanować ze srebrnych gwiazd wymalowanych na sklepieniu. Wreszcie służący otworzył jakieś drzwi, gestem zaprosił ją, żeby weszła i zniknął.
Pokój był dosyć duży. Stało w nim szerokie łoże z baldachimem, przykryte srebrną kapą. Przy wielkim oknie, tyłem do niego, znajdowało się masywne biurko z ciemnego drewna. Przy drzwiach wisiał złoty sznur, służący zapewne do wzywania służby. W głębi pokoju znalazła za srebrno-czerwoną kotarą drzwi prowadzące do łaźni. Podłoga wyłożona była beżowym marmurem o lekko chropowatej powierzchni, tylko w wannie była ona gładka. Dziewczyna zanurzyła się w ciepłej wodzie i przymknęła oczy. Zobaczyła, że cała jedna ściana jest wielkim lustrem, trochę zaparowanym.
Uklękła przy nim i napisała „Lilianna”. Westchnęła.
-Czy tutaj nadal będę używać tego imienia?
Skończyła się myć i założyła długą ciemną suknię z dziwnego materiału, która leżała na stoliku w kącie łaźni. Plecy były częściowo odsłonięte, ponieważ z tyłu sukni znajdowały się dwa wcięcia, zapinane paskiem. Potrząsnęła głową, żeby poprawić fryzurę. W pokoju zasznurowała glany i pociągnęła za sznur wiszący przy drzwiach. Prawie natychmiast pojawiła się drobna i najwyraźniej bardzo młoda służąca anielica. Lilianna wróciła za nią do salonu. Przy stole siedział Anioł Śmierci z nieznaną jej anielicą, o rubinowych włosach i szmaragdowych, świetlistych oczach. Miała ona na sobie skromną czarną suknię z jedwabiu haftowanego w różne wzory.
-To jest… Kira, Pani Przepowiedni. – powiedział Niszczyciel bezbarwnym głosem. Właśnie uprzytomnił sobie, że nie wie, jak ma na imię uratowana przez niego dziewczyna.
-To jest…
-Lilith. – szepnęła Kira. Lilianna i Anioł spojrzeli na nią z lekkim zdumieniem. Ona uśmiechnęła się lekko ironicznie.
-W końcu jestem Panią przepowiedni.
Anioł skinął głową, potem odwrócił się do Li… Lilith.
-Zaprosiłem tu Kirę – „a raczej sama się zaprosiła” – żeby pomogła nam postanowić, co zrobić z Rada Kosmosu. Wątpię, żeby byli zadowoleni z twojego pojawienia się tutaj.
-Dlaczego?
-Pradawne Prawa mówią, że na terenie Niebios nie mogą przebywać istoty śmiertelne… – powiedziała cicho Kira. – Ale podejrzewam, że Rada będzie musiała zrobić wyjątek. – uśmiechnęła się dosyć nieprzyjemnie.
-Zamierzasz ich zmusić? – zapytał z uśmiechem, lekko szyderczym, Niszczyciel. Lilith popatrzyła z lekkim niepokojem na Panią Przepowiedni, która wyszeptała:
-To przecież żaden problem…
Przez chwilę jedli w milczeniu. Lilith wydawało się, że była bardzo głodna, ale najadła się już po zjedzeniu zaledwie kilku łyżek zupy i czegoś, co wyglądało jak ryż. Pachniał cynamonem i był dosyć słodki. Potem zrezygnowała zjedzenia i tylko od czasu do czasu brała po kilka bakalii.
Czekała, aż Kira i Anioł… „nawet nie wiem, jak on ma na imię”… skończą jeść.
Czuła się dziwnie. Nagle znalazła się w miejscu, w którego istnienie nawet nie wierzyła, w dodatku w towarzystwie lekko przerażającego Anioła Śmierci, który właśnie zniszczył Ziemię i niepokojąco pięknej wieszczki.
Żeby było ciekawiej, zdawali się oni nie być ani trochę zaskoczeni tą sytuacją. Z pewną nonszalancją wspomnieli o jakiejś Radzie Kosmosu i Pradawnych Prawach, po czym wrócili do obiadu.
„Tia, tutaj to pewnie normalka…”
-Wcale nie. – odezwała się nagle Kira. Lilith i Anioł spojrzeli na nią z lekkim zdumieniem, ale wieszczka tylko uśmiechnęła się ze zrezygnowaniem.
-Słyszenie myśli nazywa się darem… I jest ono nim i nim pozostanie… Choć czasami bywa także przekleństwem. – dodała po chwili, patrząc ze smutkiem na Anioła. – Zastanawiałaś się, czy to dla nas codzienność, – zwróciła się do Lilith. – Zdecydowanie nie, ale akurat twoje przybycie tutaj zostało zapowiedziane bardzo dawno. Tak, wiem, że ci wcześniej nie odpowiedziałam, – odwróciła się na chwile do Niszczyciela – ale dopiero teraz przekonałam się, ze to naprawdę ona.
-No to Rada się ucieszy. – mruknął do siebie Anioł Śmierci z nieprzyjemnym uśmiechem na twarzy. Do końca obiadu, a może raczej wieczerzy siedzieli już w milczeniu. Kiedy wstali od stołu i zawołali służącego, Kira zatrzymała na chwilę Lilith i dała jej mały flakonik z jakimś płynem.
-Wypij to przed snem… W końcu Niebiosa trochę różnią się od Ziemi…
Lilith pokiwała głową, mimo, że nie zrozumiała, co wieszczka miała na myśli, wzięła kotkę na ręce i poszła za służącym do swojej komnatki. Znalazła tam miękką białą szatę do spania. Zauważyła, że ona także ma wycięcia na plecach. Zaczynało ją to zastanawiać.
Podczas gdy kot wesoło biegał po pokoju, ona wypiła zawartość buteleczki. Płyn miał dziwny, lekko słodki, a jednocześnie cierpki smak. Otuliła się kołdrą i zasnęła.

Czytaj więcej…

Inne

ostatni raz na Ziemi

Grudzień 18th, 2009
Komentarze są wyłączone

Notka zgodnie z zapowiedzią w piatek. Kiedy ją przeklejałam, Sario (życzę powodzenia w zgadywaniu, kto to taki) powiedział, że zawsze zastanawia się, dlaczego formuła zniszczenia tak głupio brzmi. Ale to w końcu on powinien wiedzieć? Ja tylko piszę…

***

Kiedy Niszczyciel znowu znalazł się na Ziemi, było popołudnie następnego dnia. Postanowił przejść się po mieście, ostatni raz. Idąc patrzył na padający coraz gęściej śnieg. Sam nie wiedząc kiedy, zaczął rozmyślać o rozmowie z Radą.
Kto mówi o istocie ludzkiej? Powiedział tak, bo istoty ludzkie naprawdę tak nie wyglądają. Jeszcze nie wiedział, jaką tajemnicę skrywa dusza tej dziewczyny, ale przeczuwał, był pewien, że to coś ważnego.
Spojrzał na niebo. Słońce powoli zachodziło, czas by zaczynać zagładę. Ale najpierw skierował się w stronę domu dziewczyny. Jednak jeszcze zanim zajrzał przez okno, wyczuł, że jej tam nie ma.
-Gdzie ona jest? – zapytał sam siebie. Rozejrzał się wokół. Mnóstwo ludzi niosło siatki z zakupami przedświątecznymi i choinki.
-No tak, święta.
Bez namysłu skierował się w stronę supermarketu, stojącego kilkaset metrów dalej. Od razu kiedy wszedł do środka, pomyślał, że zupełnie nie rozumie ludzi. W sklepie był tłok, pomiędzy klientami przepychało się mnóstwo poprzebieranych maskotek promocyjnych różnych firm, co chwila wpadało się na Santa Clausów w ich okropnych czerwonych ubrankach, a spod sufitu dochodziły dźwięki kolęd i innych kiczowatych świątecznych piosenek.
-Jak ja mam ją znaleźć w tym tłumie?
W chwili gdy to pomyślał, poczuł, że ktoś się w niego wpatruje z uwagą. Odwrócił się i zobaczył dziewczynę, opartą o szklaną ścianę w holu marketu. Byłą wyraźnie znudzona i zła, że musi tu być. Anioł odwrócił się i po chwili stał już naprzeciwko dziewczyny.
-Jestem… Aniołem Zagłady.
Skinęła powoli głową, jakby nie zdziwiło jej, że dopiero teraz otrzymuje odpowiedź na zadane dzień wcześniej pytanie.
-Czekaj na mnie w swoim pokoju, dobrze?
Popatrzyła z lekkim zdziwieniem i kiwnęła głową. Potem z powrotem oparła się o szybę i patrzyła znudzonym wzrokiem na wnętrze sklepu. Anioł przepchnął się przez tłum klientów i asystentek starających się wcisnąć klientom zupełnie niepotrzebne rzeczy, ze sztucznym uśmiechem na trwałe przyklejonym do twarzy.
Kiedyś Niszczyciel pewnie zastanowiłby się, że nikt z tych ludzi nie wie, że niedługo pozostanie po nich proch i pył na wietrze, wspomnienie, a potem nic. Kiedy tylko znalazł się na ulicy, rozłożył skrzydła i, nie zważając na zdziwione i przestraszone spojrzenia i okrzyki kilku przechodniów, wzbił się w ciemniejące niebo. Zdjął okulary i wyjął miecz. Nakreślił nim wielkie ogniste X w kole i wypowiedział formułę zniszczenia.
-Planeto, istniejąca tak długo, zmień się w pył i proch na wietrze, niech wspomnienie twoje zblednie i zgaśnie w umysłach wszystkich, którzy o tobie słyszeli, niech twoje istnienie zostanie zapomniane. Giń przez moc Niszczyciela, Niosącego Śmierć.
Skierował miecz w stronę Ziemi i po chwili prawie cała jej powierzchnia płonęła, kontynenty trzęsły się w posadach, a oddech śmierci uniósł się aż ponad atmosferę. W normalnych okolicznościach Anioł po prostu odleciałby, ale teraz musiał zstąpić pomiędzy te płomienie. Po drodze mijał aniołów, którzy do ostatniej chwili pozostawali na Ziemi, ignorując doniesienia, że niedługo będzie zniszczona.
Wreszcie Niszczyciel doleciał na znajomą ulicę. Płomienie nie były tu jeszcze zbyt wielkie, ale wiatr szybko roznosił pożar, pomimo leżącego na ulicach śniegu. Anioł wylądował na dachu. Okno pokoju dziewczyny natychmiast się otworzyło. Była śmiertelnie blada, ale nie wystraszona. Na rękach trzymała swoją kotkę. Niszczyciel, nie tracąc czasu na rozmowę, wyciągnął ją na dach. Była ubrana w dżinsy, czarny sweter i płaszcz, a na nogach miała glany. Wyglądało na to, że przygotowała się do odejścia. Na stoliku pod oknem leżała torba.
-Mam to wziąć?
Dziewczyna przytaknęła. Anioł przez chwilę wyglądał, jakby chciał powiedzieć coś na temat kota, ale powstrzymał się przed tym.
„Trzymaj się mocno” – pomyślał i odbił od dachu. Dziewczynę wyraźnie otrzeźwiło mroźne powietrze. Odrzuciła włosy z twarzy i spojrzała w dół, na Ziemię. Wyglądała na wstrząśniętą jej widokiemi, pogrążonej w agonii. Odwróciła wzrok i przez chwilę patrzyła gwiazdy, potem znowu na Ziemię… Na koniec spojrzała na Anioła.
-Dlaczego mnie uratowałeś?
Znowu nie odpowiedział. Dlaczego? Wyjął z kieszeni swojej kurtki okulary i założył je. W przestrzeni śnieg nie padał. Nie wyglądało też na to, żeby gwiazdy czy inne planety zauważyły brak swojej siostry. Bezduszne… Ciemne niebo było zimne i przytłaczające, jakby wrogie wobec intruzów, którzy właśnie je przemierzali, kierując się do Niebios.
Jak wytłumaczę to Namiestnikowi i Radzie? – zastanowił się Niszczyciel i uśmiechnął się ponuro. Jeśli odważą się spojrzeć jej w oczy, zrozumieją.

Inne

audiencja- zawsze można spróbować

Grudzień 10th, 2009
Komentarze są wyłączone

Tym razem notka jest króciutka, ale następna chyba będzie dłuższa… a, jeszcze jedno. W końcu z pomocą nieocenionej Yoshi (www.mysli-severusa.mylog.pl i www.hogwart-taki-jak-ja.mylog.pl) udało mi się zadecydować, że kolejne notki będą się pojawiać co niedziela, a nie co poniedziałek.

***

Niszczyciel wszedł do komnaty. Był w niej Namiestnik Nieba i kilku innych aniołów. Pan Galaktyk, Pan Planet, Pan Gwiazd… Anioł wiedział już, na o się zanosi. Takie zgromadzenie mogło oznaczać tylko jedno. Wreszcie postanowili oficjalnie powiedzieć to, o czym od dawna wiedział. Miał zniszczyć Ziemię, siedlisko zła wszelakiego, królestwo kasyn, domów rozpusty i nielegalnego handlu. Właściwie wszyscy w Niebie mówili o tym już od dłuższego czasu. Właśnie to było przyczyną wielu zamieszek i omal nie doprowadziło do buntu przeciwko władzy. Sam Niszczyciel wcale nie miał ochoty zmieniać Ziemi w proch i pył, lubił tę planetę. Spokojne, lekko zanieczyszczone miejsce, którego mieszkańcy nie mają nic przeciwko aniołom. Ale taka praca, nie od niego zależało, co ma zniszczyć, a co zostawić w spokoju.
-Władco Płomieni, Niosący Śmierć, Destruktorze…
Niszczyciel miał ochotę przerwać tę wyliczankę, ale wolał mieć już za sobą rozmowę z Namiestnikiem i innymi. Chciał poruszyć pewien temat, żeby wiedzieć, na czym stoi.
-Rada zarządców Kosmosu, mocą Namiestnikowską przekazuje Ci zadanie zniszczenia planety układu…
Niszczyciel lekko przekrzywił głowę, przysłuchują się, jak namiestnik wygłasza rozkaz, który można było streścić dwoma słowami „rozwalić Ziemię”. Pozostawić proch i pył, żadnej istoty…
Tu tkwił problem. Nie chodziło nawet o aniołów, którzy mogli się tam zaplątać. Ostatnio niewielu odwiedzało Ziemię i zostawało tam dłużej niż kilka godzin. Nie, chodziło o tę dziewczynę. Nie mógł pozwolić, aby ona została unicestwiona. Ale reguły były odwieczne.
-Czy przyjmujesz zadanie i bez pytań zgadzasz się je wykonać? – wygłosił ceremonialne pytanie Namiestnik. Zazwyczaj kończyło ono audiencję, ale tym razem Niszczyciel musiał jeszcze o coś zapytać. Postanowił podeptać zasady, jak to często robił.
-Zdanie przyjmuję, nie mam wyboru, ale pytanie mam. Jedno.
Namiestnik i Rada Kosmosu spojrzeli z niepokojem. „Tak, macie czym się niepokoić, macie” – pomyślał złośliwie Anioł Płomieni.
-Mogę… – popatrzył na nich swoimi bezdennymi oczami, uśmiechając się, jak miał nadzieję niewinnie i prosząco. Wątpił, żeby mu to wyszło, ale zawsze można spróbować. Tak naprawdę nie potrafił się uśmiechać. Ani prosić.
-Nie! Przecież wiesz, że o niemożliwe! Poza tym jak sobie wyobrażasz… Zabrać istotę ludzką do Nieba?
-Kto mówi o istocie ludzkiej? – Niszczyciel uśmiechnął się paskudnie obserwując, jaki efekt wywołały jego słowa. Aniołowie wyglądali na śmiertelnie przerażonych.
„Jeszcze nie wiedzą o co chodzi, a już się boją… Jest nieźle”.
-Trudno – wzruszył ramionami – Pomyślałem po prostu, że warto spróbować.
Wyszedł, zostawiając osłupiałych aniołów. Po prostu po raz kolejny będzie musiał złamać zasady. Co z tego, że odwieczne?

Czytaj więcej…

Inne

Hejka 2

Grudzień 2nd, 2009
Komentarze są wyłączone

Po tytule widać o co łazi :D Nio “niestety” dzisiaj mam urodzinki :D He he. Mój plan z muzyczką nie wypalił -_- Puściłam tylko pięć na cały regulator w głośnikach i Media Playerze. Na dodatek było otwarte okno :D HA HA HA. Słyszałam nawet jak ktos titał przed klatką, żeby ściszyć :D Bo zauważyłam jak wychylał się przez szybę i patrzał na okna pokoju mojego brata :D He he. W tej chwili niestety słucham Rasmusków przez słuchawki :/ Najwyżej będę głucha :P (Ale co potem z Rasmuskami??!! ;() Dzisiaj byliśmy w planetarium. Szliśmy do niego jakąś godzinę, a wracaliśmy pół godziny. Ja omało na drodze nie wykorkowałam. Dziewczyny czasami coś mi tam marudziły, a czasem śpiewały “Sail Away” (tak, bo ja prosiłam :D ). W lesie było dziesięć tysięcy wiewiórek, zakurzony cis i jeszcze w tym całym planetarium było zimno jak cholera. Broda mi kurtkę zabrała jeszcze to już w ogóle… Na dworze było cieplej. Jednak kiedy wracaliśmy zaczął padać deszcz… Heh. Wspomnę jeszcze to, iż przez cały dzień dziewczyny składały mi życzenia. Domyślacie się, że w większości były poświęcone Rasmuskom :P He he. Beatka dała mi kopertę, a w niej… Zdjęcia Beyonce i Sean`a Paul`a -_- Poczta wali mi się od życzeń :D He he. Dylka mi dała piękne życzonka nawet ze zdjęciem (!) Mośka wymyśliła doskonale te życzonka :] He he. Jutro ide robić “napad” na Empik :P Bo ja mam 300zł :D Starczy mi na trezy płytki- “Hell Of A Tester”, “Playboys” i “Peep” :D He he. Najwyżej jak nie będzie, a będzie jakiś singiel to biorę singla (nawet jak singla kupię to na trzy płyty starczy ;P). Jak nic nie będzie to Empik rozwalę i już Nie no zamówię sobie ;) Mam nadzieję, że jak powiem w kasie, iż chcę zamówić płytę Rasmusa “Playboys”. Czy se ta babka nie pomyśli, “Playboys”?? He he. :D EE tam… Chociaż jak kupowałam “INTO” to patrzała się na mnie jak na pomyloną jakąś :P Ojj tam :D idę jeszcze jutro polować na koszulkę z TR :] He he. Jak to Izka ujęła “Na The Rasmus nigdy kasy nie brakuje”. Święta prawda ;) Mama kupiła mi dziś BRAVO. Pierwsze na co zawsze patrzę to lista przebojów. Nasze koffane “Shot” jest w poczekalni :D (GŁOSOWAĆ!). Potem ja dalej przewracam, a tu horoskop i… LINTEK!! He he. W tej swojej czapeczce. SWEET :* :* :* No dobra ja kończę, a wy wiecie co macie robić :D He he.

Czytaj więcej…

Inne