W niebiosach właśnie zachodziło słońce, kiedy wylądowali w ogrodzie rezydencji Niszczyciela. Jego kamerdyner, anioł, jednak niższy rangą, wyszedł przywitać swojego pana i zdrętwiał z osłupienia. Patrzył przez chwilę ze zdumieniem i przerażeniem na dziewczynę śpiąca spokojnie w ramionach Niszczyciela. Skłonił się niepewnie, wyraźnie nie do końca wiedząc, co powinien zrobić.
-Witaj Panie z powrotem w domu. Wielce Oświecona Pani Kira pytała o Pana, ale musiałem odpowiedzieć, że nie wiem, kiedy Pan wróci, gdyż ma wiele obowiązków do wypełnienia…
Anioł skinął głową, najwyraźniej zadowolony ze swego sługi.
-Czy czegoś jeszcze potrzebujesz, mój Panie?
-Przygotuj pokój dla tej dziewczyny. I podaj obiad.
Służący skłonił się nisko i zniknął w głębi domu. Tymczasem Niszczyciel udał się do salonu i ułożył dziewczynę z jej kotką na sofie. Sam poszedł się przebrać i wykąpać, jednocześnie myśląc, czego znowu mogła chcieć Wielce Oświecona, tfu, te tytuły, Kira?
***
Kiedy dziewczyna obudziła się, początkowo nie wiedziała, gdzie jest i jak się tu znalazła.
Leżała na sofie, kotka biegała za swoim ogonem, a obok stał stół, nakryty na trzy osoby. Na jasnym, delikatnym obrusie stało mnóstwo misek, miseczek, a pomiędzy talerzami waza ze smakowicie pachnącą zupą. Nagle poczuła, że jest strasznie głodna. Jednak wydawało jej się, że niegrzecznie by było samej usiąść przy stole. Przez kilka chwil przyglądała się pomieszczeniu, w którym leżała. Sufit podpierały kolumny, zdobione skomplikowanymi wzorami ze złota i srebra, odbijającymi się od czarnego marmuru, z którego zbudowane było całe domostwo.
„Tak wygląda niebo? Ciemne, nieprzyjemne… No i jeszcze jak zamieszkują je takie typki jak ten Anioł Zniszczenia…”
Powoli znowu pogrążała się w półśnie, ale uczucie zniechęcenia, które ostatnio jej nie opuszczało, znikło bezpowrotnie. Do pokoju wszedł anioł-kamerdyner.
-Wielce Szanowna Pani, pozwolisz, że zaprowadzę Ciebie do przeznaczonych dla niej pokoi i wybaczysz, iż są tak skromne i niegodne goszczenia Twej Dostojnej Osoby. Zastaniesz tam również przygotowaną kąpiel i szaty na zmianę. Gdy będziesz gotowa, wezwij kogoś ze służby, aby zaprowadził Ciebie na obiad, który zjesz z Panem Śmierci i Wielce Oświeconą Panią Kirą.
Lekko pogubiła się w kwiecistej mowie służącego. Zrozumiała jednak, że ma za nim iść.
Przechodzili przez mnóstwo korytarzy, zrobionych z czarnego marmuru, zdobionego w srebrne i złote wzory przedstawiające kwiaty, aniołów i różnego rodzaju bestie. Nigdzie nie widziała żadnych lamp, świec ani pochodni, ale światło zdawało się emanować ze srebrnych gwiazd wymalowanych na sklepieniu. Wreszcie służący otworzył jakieś drzwi, gestem zaprosił ją, żeby weszła i zniknął.
Pokój był dosyć duży. Stało w nim szerokie łoże z baldachimem, przykryte srebrną kapą. Przy wielkim oknie, tyłem do niego, znajdowało się masywne biurko z ciemnego drewna. Przy drzwiach wisiał złoty sznur, służący zapewne do wzywania służby. W głębi pokoju znalazła za srebrno-czerwoną kotarą drzwi prowadzące do łaźni. Podłoga wyłożona była beżowym marmurem o lekko chropowatej powierzchni, tylko w wannie była ona gładka. Dziewczyna zanurzyła się w ciepłej wodzie i przymknęła oczy. Zobaczyła, że cała jedna ściana jest wielkim lustrem, trochę zaparowanym.
Uklękła przy nim i napisała „Lilianna”. Westchnęła.
-Czy tutaj nadal będę używać tego imienia?
Skończyła się myć i założyła długą ciemną suknię z dziwnego materiału, która leżała na stoliku w kącie łaźni. Plecy były częściowo odsłonięte, ponieważ z tyłu sukni znajdowały się dwa wcięcia, zapinane paskiem. Potrząsnęła głową, żeby poprawić fryzurę. W pokoju zasznurowała glany i pociągnęła za sznur wiszący przy drzwiach. Prawie natychmiast pojawiła się drobna i najwyraźniej bardzo młoda służąca anielica. Lilianna wróciła za nią do salonu. Przy stole siedział Anioł Śmierci z nieznaną jej anielicą, o rubinowych włosach i szmaragdowych, świetlistych oczach. Miała ona na sobie skromną czarną suknię z jedwabiu haftowanego w różne wzory.
-To jest… Kira, Pani Przepowiedni. – powiedział Niszczyciel bezbarwnym głosem. Właśnie uprzytomnił sobie, że nie wie, jak ma na imię uratowana przez niego dziewczyna.
-To jest…
-Lilith. – szepnęła Kira. Lilianna i Anioł spojrzeli na nią z lekkim zdumieniem. Ona uśmiechnęła się lekko ironicznie.
-W końcu jestem Panią przepowiedni.
Anioł skinął głową, potem odwrócił się do Li… Lilith.
-Zaprosiłem tu Kirę – „a raczej sama się zaprosiła” – żeby pomogła nam postanowić, co zrobić z Rada Kosmosu. Wątpię, żeby byli zadowoleni z twojego pojawienia się tutaj.
-Dlaczego?
-Pradawne Prawa mówią, że na terenie Niebios nie mogą przebywać istoty śmiertelne… – powiedziała cicho Kira. – Ale podejrzewam, że Rada będzie musiała zrobić wyjątek. – uśmiechnęła się dosyć nieprzyjemnie.
-Zamierzasz ich zmusić? – zapytał z uśmiechem, lekko szyderczym, Niszczyciel. Lilith popatrzyła z lekkim niepokojem na Panią Przepowiedni, która wyszeptała:
-To przecież żaden problem…
Przez chwilę jedli w milczeniu. Lilith wydawało się, że była bardzo głodna, ale najadła się już po zjedzeniu zaledwie kilku łyżek zupy i czegoś, co wyglądało jak ryż. Pachniał cynamonem i był dosyć słodki. Potem zrezygnowała zjedzenia i tylko od czasu do czasu brała po kilka bakalii.
Czekała, aż Kira i Anioł… „nawet nie wiem, jak on ma na imię”… skończą jeść.
Czuła się dziwnie. Nagle znalazła się w miejscu, w którego istnienie nawet nie wierzyła, w dodatku w towarzystwie lekko przerażającego Anioła Śmierci, który właśnie zniszczył Ziemię i niepokojąco pięknej wieszczki.
Żeby było ciekawiej, zdawali się oni nie być ani trochę zaskoczeni tą sytuacją. Z pewną nonszalancją wspomnieli o jakiejś Radzie Kosmosu i Pradawnych Prawach, po czym wrócili do obiadu.
„Tia, tutaj to pewnie normalka…”
-Wcale nie. – odezwała się nagle Kira. Lilith i Anioł spojrzeli na nią z lekkim zdumieniem, ale wieszczka tylko uśmiechnęła się ze zrezygnowaniem.
-Słyszenie myśli nazywa się darem… I jest ono nim i nim pozostanie… Choć czasami bywa także przekleństwem. – dodała po chwili, patrząc ze smutkiem na Anioła. – Zastanawiałaś się, czy to dla nas codzienność, – zwróciła się do Lilith. – Zdecydowanie nie, ale akurat twoje przybycie tutaj zostało zapowiedziane bardzo dawno. Tak, wiem, że ci wcześniej nie odpowiedziałam, – odwróciła się na chwile do Niszczyciela – ale dopiero teraz przekonałam się, ze to naprawdę ona.
-No to Rada się ucieszy. – mruknął do siebie Anioł Śmierci z nieprzyjemnym uśmiechem na twarzy. Do końca obiadu, a może raczej wieczerzy siedzieli już w milczeniu. Kiedy wstali od stołu i zawołali służącego, Kira zatrzymała na chwilę Lilith i dała jej mały flakonik z jakimś płynem.
-Wypij to przed snem… W końcu Niebiosa trochę różnią się od Ziemi…
Lilith pokiwała głową, mimo, że nie zrozumiała, co wieszczka miała na myśli, wzięła kotkę na ręce i poszła za służącym do swojej komnatki. Znalazła tam miękką białą szatę do spania. Zauważyła, że ona także ma wycięcia na plecach. Zaczynało ją to zastanawiać.
Podczas gdy kot wesoło biegał po pokoju, ona wypiła zawartość buteleczki. Płyn miał dziwny, lekko słodki, a jednocześnie cierpki smak. Otuliła się kołdrą i zasnęła.
Czytaj więcej…
admin Inne